Fotografia ślubna Kraków

Fotografia ślubna Kraków - Laura i Krzysiek

Fotografia ślubna Kraków

To był ślub w Wieliczce. Wyjątkowy dzień Laury i Krzyśka. Jednak nie pokażę Wam dziś samej ceremonii, nie zobaczycie weselnych tańców. W tym poście skupię się na przygotowaniach do ślubu. Zobaczycie jak widzę ten czas.

Nieważne czy to fotografia ślubna Kraków czy Katowice. Reporterskie kadry to coś, co staram się znaleźć w każdej fotografowanej przeze mnie sytuacji. To dla mnie ważne, by nie ingerować w wydarzenie, być jedynie obserwatorem. Nigdy nie zdarzyło mi się prosić o powtarzanie czegokolwiek specjalnie do zdjęć. Jedyne co mam na sumieniu, to fakt, że czasem zdarza mi się przestawić w mieszkaniu lusterka, ale na to zwykle przymykacie oko.

Co Wam zaprezentuję ze ślubu Laury i Krzyśka? Na początek humorystyczny detal. Ten t-shirt musiał zostać zapamiętany! Kolejny kadr to Krzysiek w trakcie przygotowań. By urozmaicić ten klasyczny moment, sfotografowałem go w lustrzanym odbiciu. 

A tu wiele się dzieje. Lekki stres, delikatne poddenerwowanie, oczekiwanie. To wszystko sprawia, że chętniej sięgamy po papierosa. W oczekiwaniu na ceremonię, swoją kolej u fryzjerki czy makijażystki część osób udała się na przerwę. Lubię, gdy w kadrze znajduje się więcej osób. 

O lustrach już mówiłem. Czasem można dzięki nim uzyskać naprawdę fajny efekt. Tu macie przykład zdjęcia wykonanego w trakcie makijażu. Poza lustrami, w moim reportażu z przygotowań często pojawiają się nogi, dłonie z pierścionkiem czy typowy dla tego momentu kosmetyczny rozgardiasz. Zawsze jednak pamiętam, by pokazać też makijaż w pełnej okazałości. Na tym zdjęciu urozmaica go ruch ręki makijażystki. 

Ale co po makijażu? Powoli zjeżdżają się goście. Takie radosne powitania niesamowicie lubię. Widać tu tyle szczerej radości. Przy zakładaniu butów też można złapać świetny kadr. Tu pomogłem sobie balkonowymi drzwiami, które fajnie domknęły scenę. Z drugiej strony idealnie zagrał welon. Wyszło świetnie. 

I kolejne emocje! Szczera, dziewczęca radość, ładne światło, dynamiczny ruch.

Na zakończenie możecie zobaczyć Krzyśka, który podjechał pod hotel. Sfotografowałem ten moment z balkonu. Schodząca do niego Laura to ostatnie na dziś zdjęcie.


wesele pod skrzydłami anioła

Wesele Pod Skrzydłami Anioła - Magda i Mariusz

Wesele Pod Skrzydłami Anioła

Kolejny mini reportaż ślubny. Tym razem mam dla Was zdjęcia Magdy i Mariusza. To było świetne wesele. Wybór 20 kadrów do najprostszych nie należy, ale dobrze uczy selekcji zdjęć, która w mojej profesji jest bardzo ważna. Hasło na dziś? Wesele Pod Skrzydłami Anioła. Czemu? To nazwa sali, jednej z moich ulubionych w okolicy.

Dzisiejszy materiał otworzyłem portretem Magdy. Niestandardowym, i za to go najbardziej lubię.

Dwa kolejne ujęcia przedstawiają momenty z przygotowań. Mariuszowi pomaga siostra, a Magdzie w trakcie makijażu wykonałem bardzo przyjemny i delikatny portret.

First look i babcia na drugim planie. Ta Pani dodała bardzo dużo uroku tej fotografii. Jej uśmiech, niezwykle szczery – widać, że się cieszy szczęściem Pary Młodej.

Przyszedł czas na kościół, a dokładniej na wejście Magdy z tatą i oczekiwanie Mariusza.

Kolejna fotografia to zwieńczenie przysięgi – bardzo lubię ten moment.

Dwa następne zdjęcia to zakończenie ceremonii ślubnej odbywającej się w kościele. Portret chłopczyka nie za bardzo zainteresowanego całą sytuacją. Fajnie widać skupienie dorosłych i rozkojarzenie dziecka. Drugie zdjęcie to wyjście z hukiem. Konfetti dopisało zdecydowanie.

Trzy następne kadry to już momenty z sali weselnej. Wejście i życzenia. Na życzeniach udało się w fajnym momencie złapać obie mamy, a drugi kadr to bardzo fajne spojrzenie małego chłopczyka na Pannę Młodą. 

Jeden kadr z pierwszego tańca, ale jaki. Chmury, przyjemny obrót. Na żywo wszystko wyglądało magicznie.

Następne ujęcie pokazuje tańce i salę jednocześnie. Bardzo lubię tworzyć takie kadry, ten bardzo fajnie urozmaica cały materiał.

Trzy następne zdjęcia to trzy całkiem inne kadry i różne momenty wesela. Pierwsze gdzieś z okolic fotobudki. Bardzo lubię fotografować, gdy goście się wygłupiają i przebierają. Dwa kolejne kadry to dwa światy. Dziadkowie, pełni wigoru tańczący na parkiecie i dwójka bardzo małych dzieci, które dopiero co się poznały. 

To zdjęcie lubię przede wszystkim za tło i ramkę jaką stworzyła Magda i Mariusz. Chłopiec w ramce wpatrzony w całujących się w dorosłych. Uwielbiam to foto!

Na koniec jak zawsze zostawiłem zdjęcia z pewną dawką humoru. Najpierw toast – fajna dynamiczna scena i na sam koniec śpiący chłopiec, coś dużo spokojniejszego i idealnie pasującego na zakończenie tego materiału.


Viltrox XF 33 mm f/1.4

Viltrox XF 33 mm f/1.4 - test fotografa ślubnego i nie tylko

Viltrox XF 33 mm f/1.4

Sprzętu foto używam w różnych sytuacjach. Najczęściej jest to reportaż ślubny i sesje ślubne. Oczywiście wykonuję też sesje rodzinne i dziecięce. Prywatnie zaś zabieram zawsze ze sobą sprzęt na rodzinne wycieczki. Moja recenzja będzie zatem podzielona na 3 części. Wszelkiej maści sesje, wycieczki rodzinne i reportaż ślubny. Całość to będą raczej moje indywidualne odczucia, subiektywna opinia na temat tego jak mi pracowało się z tym obiektywem.

Część I (sesje)

Głównie niskie wartości przysłony. Naprzemiennie AFS i AFC. Często też fotografuję pod światło i chciałem sprawdzić jak sobie ten właśnie obiektyw radzi w taki warunkach.

AF.
Jak wypadł AF? Bardzo dobrze, jest celny szybki i cichy. Działa lepiej niż w Fuji 35 mm f/1.4, ale przynajmniej w dobrych warunkach oświetleniowych nie jest to jakaś przepaść. Na pewno jest zdecydowanie cichszy. Tu w konfrontacji z 35 mm f/1.4 od Fuji mały + dla Viltroxa. 

Jakość obrazka.
Bardzo dobra, po pierwszym teście muszę tu dać remis. Nie czuję bym przesiadł się na wiele lepsze szkło niż miałem wcześniej.

Bokeh.
Zaskakująco fajny – mi na pierwszy rzut oka podoba się bardziej niż w 35 mm f/1.4, ale to bardzo subiektywne uczucie.  Póki co nie daję + pastedGraphic.png

Rozmiar.
Jest większy od Fuji 35 mm f/1.4, ale w przypadku sesji nie ma to dla mnie większego znaczenia. 

Flary.
Bardzo fajnie wpadają w ten obiektyw i dają bardzo przyjemny klimat. Widać to na kilku zdjęciach. Mi się ten efekt podoba więc + dla Viltroxa.

Aberracja chromatyczna.
W warunkach sesyjnych jakoś nie udało mi się trafić na wady tego obiektywu, ale zdjęcia były raczej ustawiane i dobrze zaplanowane – unikałem niektórych trudnych sytuacji. Zatem remis.

Podsumowanie.
Póki co w warunkach sesyjnych bardzo dobrze mi się pracowało tym obiektywem. Nie czuję by w czymkolwiek odstawał (może poza rozmiarami) od leciwego już Fuji 35 mm f/1.4, ale też nie powala go na łopatki. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że nowy VIltrox jest tańszy pastedGraphic.png
Po pierwszej części jest 6:3 dla Viltroxa.

Część II (rodzinne wycieczki) 

Część druga miała na celu sprawdzenie pracy tego obiektywu w warunkach typowych dla fotografii rodzinnej / wycieczkowej. Różne wartości wartości przysłony. Naprzemiennie AFS i AFC.

AF.
Już po pierwszym teście byłem zadowolony z autofocusa i tu się to potwierdziło. Cichy i sprawny!
Troszkę lepszy od Fuji 35 mm f/1.4

Jakość obrazka.
Bardzo dobrze wyglądają obrazki z tego obiektywu. Nie mam nic do dodania. Na remis w starciu z 35 mm f/1.4 od Fuji. Potwierdziło się to co było na sesji pozowanej.

Bokeh.
Ponownie miło się zaskoczyłem. Bardzo ciekawe to rozmycie. Jakby takie troszkę bardziej “nerwowe” niż w 35 mm f/1.4 od Fuji. Mi się podoba. Minimalny plus w porównaniu do Fuji.

Rozmiar.
Tu jednak przewaga Fuji 35 mm f/1.4 – jest bardziej kompaktowy co w przypadku wycieczek daje mu przewagę. Tu liczą liczy się to bardziej niż w trakcie sesji. Plus dla Fuji.

Flary.
Tu jakoś nieszczególnie zdażyło mi się trafić na ciekawe flary. Głównie ze względu na światło. 

Aberracja chromatyczna.
W przypadku mniej ustawianych zdjęć, w różnych warunkach oświetleniowych zwróciłem uwagę, że pojawia się dziwny niebieski zafarb. Tu minus dla Viltroxa!

Podsumowanie.
Pracowało mi się bardzo fajnie. Podobnie jak wcześniej nie czuję przepaści ani na plus ani na minus w stosunku do 35 mm f/1.4 od Fuji.
Z mojej punktacji wynika, że w tej kwestii mamy taki oto wynik: 4:4 – tak jest. W tym teście wypadł remis!

Część III (reportaż ślubny) 

Część trzecia miała na celu sprawdzenie pracy tego obiektywu w trudnych warunkach pracy podczas reportażu ślubnego. Różne wartości wartości przysłony. Naprzemiennie AFS i AFC. Praca ze światłem i pod światło. Dynamiczne i statyczne ujęcia.

AF.
Jest dobrze. Trzeba się go nauczyć. Pracuje troszkę inaczej niż Fuji. Na AFS nie ma tak wielkiej różnicy w pracy w porównaniu do Fuji 35 mm f/1.4. Do Viltroxa po kilkunastu godzinach pracy mam jednak troszkę większe zaufanie. W przypadku AFC trzeba inaczej pracować. Jeśli chodzi o Fuji to w zasadzie mogłem mieć cały czas przyciśnięty do połowy spust migawki i ostrość raz trafiała raz nie, ale można było mu względnie zaufać. Tu jest gorzej? Hmm… chyba nie – jest inaczej. Tu raczej nie trzymam spustu tylko czekam i wciskam go dosłownie na 3-4 sekundy i śledzę obiekt. Wtedy trafia i jest pewny. Jak pracowałem tak jak na Fuji to jak ostrość się zgubiła to za szybko znów nie trafiała.
Minimalny plus dla Viltroxa.

Jakość obrazka.
Jak wcześniej. Jest bardzo dobrze. Jakoś taka jak w odpowiedniku Fuji. Remis.

Bokeh.
Tu podobnie jak wcześniej. Mi się minimalnie bardziej podoba tło w Viltroxie dlatego plus dla niego.

Rozmiar.
Tu znów przewaga Fuji 35 mm f/1.4 – podobnie jak w przypadku rodzinnych wycieczek – rozmiar ma znaczenie i wolałbym gdyby ten obiektyw był bardziej kompaktowy.

Flary.
No i tu niespodzianka. Bo jak wcześniej podczas pracy z naturalnym światłem flary traktowałem jako plus tak w przypadku zdjęć na sali, gdzie zdalnie błyskam 4 lampami już plusem nie są. Wydaje mi się, że są bardziej widoczne niż Fuji 35 mm f/1.4. Tu już to tak ładnie nie wygląda. Więc: plus dla Fuji.

Aberracja chromatyczna.
Jak wcześniej trafiłem na kilka zdjęć z zauważalną aberracją, tak w trakcie kilkuset zdjęć z reportażu nie trafiłem na problem z tym aspektem. Remis.

Podsumowanie.
Znów pracowało mi się przyjemnie. Na plus na pewno cicha praca. Zwłaszcza w trakcie przysięgi. Tu różnica jest bardzo zauważalna. Ogólnie czuję, że to bardzo fajny obiektyw do reportażu ślubnego. Trzeba się tylko przyzwyczaić do troszkę innej pracy z tym szkłem.
Wynik: 4:4 – znów remis.

Podsumowanie całości.
W moim porównaniu łączny wynik to 14:11 dla Viltroxa. Jak widzicie jest bardzo blisko. Dobrze to oddaje moje odczucia. Viltrox jest ciekawszy podczas sesji, planowanych ujęć itp. Inne aspekty idą na remis. Z innych tematów dopiszę, że do sterowania przysłoną trzeba się przyzwyczaić, nie ma tego charakterystycznego “klika” co w Fuji 35 mm f/1.4. Jest to jednak kwestia wyczucia. Mi się nie zdarzyło “strzelić” na złych ustawieniach.
Odnośnie AF – ja pracuję na X-Pro2 także na leciwym aparacie. Z recenzji i opinii jakie znalazłem wnioskuję, że na nowszych modelach jest jeszcze lepiej.
Ze mną Viltrox został na stałe. Czemu? Bo po prostu jest w moim odczuciu minimalnie lepszy. Dla każdego kto się zastanawia warto też wziąć pod uwagę cenę tych obiektywów. W swojej półce cenowej Viltrox chyba nie ma sobie równych, bo Fuji jest o prawie 1000 zł droższy.
Polecam!
Za użyczenie obiektywu dziękuję firmie Foto-Technika!


Sesja ślubna Park Gródek Jaworzno

Sesja ślubna Park Gródek Jaworzno - Martyna i Tomek

Sesja ślubna Park Gródek Jaworzno

Miejsce, które dzisiaj Wam pokażę znałem już wcześniej z rodzinnego wypadu. Już wtedy przeczuwałem, że to może być ciekawa opcja pod zdjęcia. Sesja ślubna Park Gródek pokazała mi jednak od innej strony. Mogłem spojrzeć na to miejsce inaczej i przedstawić w niezwykle atrakcyjny sposób. Razem z Martyną i Tomkiem dodatkowo zdecydowaliśmy się na piękny moment, bo był to wschód słońca. Delikatne światło, piękne okoliczności przyrody i pozytywna para. Zobaczcie jak było!

Całą sesję zaczęliśmy od kilkunastominutowego spaceru przez ciemny las. Słońce jeszcze nie zdążyło się obudzić więc przydały się latarki w telefonach. W trasie omówiliśmy jak cała sesja będzie mniej więcej przebiegać, by po dotarciu na miejsce od razu zacząć działać.

Po przybyciu na miejsce docelowe zastało nas piękne światełko, które aż zmuszało do wykonania kilku portretów. Oczywiście znalazła się też chwila na szersze kadry, w takim miejscu trzeba wykorzystać maksymalnie niesamowicie malownicze tło. Dodatkowo ze względu na godzinie, na wodzie pojawiła się delikatna mgła. Efekt jest niesamowity. 

Nie wykorzystywaliśmy tylko tych najbardziej charakterystycznych miejsc, poszliśmy też nieco dalej w stronę bardzo naturalnej polany. Masa pająków i spora ilość rosy trochę nas odstraszała od hasania w wysokich trawach, ale znaleźliśmy też w miarę bezpieczne i czyste miejsca do wykonania kilku ujęć.

Gdy słońce wstało mogłem zdecydować się na kadry z pięknym wschodzącym światłem. Nadało ono całkiem innego charakteru temu miejscu. Z chłodnych tonów przeszliśmy w bardzo ciepłe i słoneczne klimaty. Miejsce to samo, ale wyglądało zupełnie inaczej.

Decyzja zapadła, by wrócić do miejsca początkowego, czyli bliżej wody. Tam udało się zrealizować (już przy troszkę ostrzejszym świetle) kilka bardziej kontrastowych fotografii. W tej sesji świetnie widać jak zmienia się miejsce wraz ze zmianą oświetlenia. 

To była cudowna sesja ślubna. W poście macie tylko kilka zdjęć na zachętę. Więcej znajdziecie w linku poniżej. Mam nadzieję, że poczujecie ten klimat o którym wcześniej pisałem!
Miłego oglądania.

Zobacz całą sesję

zdjęcia ślubne katowice

Zdjęcia ślubne Katowice - Gosia i Przemek

Zdjęcia ślubne Katowice

Na dziś przygotowałem skrót reportaż z wesela Gosi i Przemka. 20 wyselekcjonowanych kadrów, pokazujących jak wyglądał ich najważniejszy dzień w życiu. Zdjęcia ślubne Katowice pokazują mi od strony ciekawych miejsc, jakim niewątpliwie jest restauracja Calvados, w której odbyło się wesele. To niezwykle interesujące miejsce. Zobaczycie sami jak wygląda moim okiem.

Do otwarcia użyłem czterech fotografii z przygotowań. Dwie kolorowe i dwie czarnobiałe. Na start klasyczne ujęcia czyli makijaż i ubieranie Pana Młodego. Dwa następne już troszkę ciekawsze pokazujące przygotowania od innej strony. Bardzo lubię oba te zdjęcia. Pierwsze za niestandardowy kadr, a drugie za niebanalne światło i pewną tajemniczość.

Kolejne ujęcie to coś bardziej standardowego i klasycznego, czyli wejście Gosi i Przemka do kościoła. W następnym ujęciu zdecydowałem się na pokazanie chłopca, gdzieś zatraconego między ławkami i nogami dorosłych.

Moment przysięgi przebiegł bezproblemowo i z uśmiechem na twarzach. Kościół też pomagał, bo to w końcu parafia św. Marii Magdaleny w Tychach. 

Ogrom konfetti, bukiet w górę i ostre światło. Tak zapamiętam to wyjście. Było wystrzałowo!

Dwie następne fotografie to pierwszy taniec i rozpoczęcie imprezy. Bardzo lubię ten drugi kadr za ramkę, która powstała na zdjęciu. Udało się w jednym kadrze złapać kilka osób pokazanych w ciekawy sposób.

Potem zdecydowałem się na serię pięciu czarnobiałych zdjęć pokazujących różne momenty tego wesela. Od dynamicznych ujęć gdzie jest pokazanych wiele twarzy, a każda trochę jakby w innym świecie, aż po delikatne kadry pokazujące ulotność chwili. Oczywiście nie zabrakło też miejsca dla romantycznych kadrów przytulonych par.

Kadry, które wybrałem na tym etapie reportażu przedstawiają dynamiczną zabawę oczepinową i dwa światy, które często powstają w trakcie wesela. Grupa ludzi śmieje się i rozmawia, a obok nich siedzi rozmyślająca para. Lubię takie kontrasty.

Na sam koniec zdecydowałem się najpierw pokazać szczere emocje świadkowej i jej partnera oraz wyjątkową reakcję gości – oj emocji tam nie brakowało. Zakończenie klasycznie – śpiące dziecko przytulone do ojca.


Sesja narzeczeńska w Krakowie

Sesja narzeczeńska w Krakowie - Monika i Maciek

Sesja narzeczeńska w Krakowie

Nie ma co ukrywać, że fotograf ślubny Kraków odwiedza nierzadko. Choć muszę przyznać, że mimo bliskości tego miasta, nie jest ono jednak najczęściej odwiedzanym przez mnie miejscem. Sądzę, że wiele osób myśli o Krakowie jako miejscu sesji, jednak wizja tłumu turystów może przerażać. Ale nie Monikę i Maćka. Oni na miejsce swojej sesji narzeczeńskiej wybrali właśnie Kraków.

Sesja narzeczeńska w Krakowie wymaga luzu. Wystarczy trochę znać to miasto, by wiedzieć, że nie zawsze uda się znaleźć cichy i romantyczny kąt. Osobiście uwielbiam wykorzystywać przechodniów na zdjęciach, street foto to mój żywioł. Gdy trafiam na tak pozytywną parę jak Monika i Maciek, to nie boję się wykorzystywać wszystkiego tego, co oferuje mi bogactwo miasta. Zobaczcie sami.

Romantyczny spacer nad Wisłą, zdjęcie w dobrze skrytym zakątku zabytkowego budynku – odpowiednie kadry i chwila cierpliwości pozwalają na wykonanie zdjęć z dala od tłumu turystów. Jednak już kolejne zdjęcie jest w moim ulubionym klimacie. Ciekawe miejsce, idący ludzie i Monika z Maćkiem siedzący na murku. Kolejne zdjęcie to podobny pomysł  – jedni się spieszą, inni skupiają na obecnej chwili.

Murale, grafiti, sklepowe szyldy. Tego w Krakowie nie brakuje, a ja bardzo lubię wykorzystywać właśnie takie elementy miasta. O ile przy zakładzie stolarza mamy po prostu szczere i romantyczne przytulanie, to twarze i oczy ze ściennych malowideł fajnie korespondują z wymyślonymi przeze mnie kadrami. Monika I Maciek wydawali się od razu rozumieć moje plany – portrety wyszły super. Pozytywnie i naturalnie.

Jednak jednym z ciekawszych kadrów jest dla mnie zdjęcie zza roweru. Lubię tak wykorzystywać zwyczajne elementy otoczenia, które przecież nie są ani ładne, ani zaskakujące. Jednak w odpowiednim ujęciu potrafią zaskoczyć. O ile zaskoczyłem Was rowerem, to nie zdziwi Was zdjęcie ostatnie. Tu, poza Moniką i Maćkiem, w roli głównej światło. Zachodzące słońce nad Wisłą tworzy bardzo romantyczną atmosferę.

Zmieniające się wciąż, tętniące życiem miasto to temat idealny na sesję narzeczeńskiem. Świetnie pracowało mi się przy tym materiale.


sesja ślubna w lesie

Sesja ślubna w lesie - Luiza i Kuba

Sesja ślubna w lesie

Po tylu latach fotografowania przestałem oceniać miejsca. A przecież mógłbym napisać, że las jest banalny. Może nawet kiczowaty? Ale to nie miejsce, lecz fotograf tworzy atmosferę zdjęć banalnych i kiczowatych. Ja za każdym razem cieszę się na sesję wśród ciszy i zieleni, dlatego dziś pokażę Wam sesję w lesie.

Natura to bardzo wdzięczne tło, które chętnie współpracuje, gdy chcesz pokazać bliskość dwojga ludzi. Dobrze też wpływa na osoby fotografowane. Brak szumu, tłumów, wszechobecna zieleń wyciszają i wprowadzają przyjemną, spokojną atmosferę. Luiza i Kuba, czuli się na sesji fantastycznie. Zapraszam na kilka kadrów z tego dnia.

Las Murckowski Katowice, to zdecydowanie las, który odwiedzam w moim mieście najczęściej. Nic dziwnego. Wygląda bajecznie. Pierwsza spacerowa fotka ukazuje późne lato w pełni. Nie brakuje zieleni, złocistych i brązowych opadłych liści mieniących się w ciepłym i intensywnym świetle słońca. Idealne tło romantycznego spaceru. Na kolejnym zdjęciu wykorzystałem prześwit między zwartą, leśną zielenią. Takie światło nadało portretowi Laury niezwykłego klimatu. Jest tajemniczo i artystycznie. Jak widzicie, na następnym kadrze wykorzystałem ten sam motyw – tu jednak szeroko i w duecie. Słońce niesamowicie podkreśla ruch sukni ślubnej.

Tak jak pisałem, las świetnie wypływa na nastroje. Dzięki temu nietrudno o naturalne kadry pełne uśmiechu. Objęcia na sesji mogą być romantyczne, ale mogą być też urocze i radosne!

Światło w lesie to niekończące się zródło inspiracji. Uwielbiam robić tu czarno-białe zdjęcia, które mają naprawdę niesamowity klimat. Jednak poważną atmosferę dwóch pierwszych zdjęć, przełamię kolejnym rozbrajającym uśmiechem Laury. Zawsze staram się, by sesja pokazywała wiele emocji i różne oblicza fotografowanej pary.

Ostatnie trzy ujęcia, to kolejne kadry, w których las odgrywa niemałą rolę.  Naprawdę nie brakuje tu ciekawych zakątków. Dodatkowo sukienka Laury i jej wianek idealnie wpisywały się w ten klimat. Całość wyszła świetnie. A na zakończenie zostawiam Wam wyjątkowo udany, spacerowy kadr wśród paproci. Prawda, że ma w sobie to coś? 


romeo i julia szczyrk

Romeo i Julia Szczyrk - Asia i Dominik

Romeo i Julia Szczyrk

Gdy poznałem Asię i Dominika to miałem przeczucie, że ich ślub może być wyjątkowy. Nie będę tu skromny i potwierdzę, że się nie pomyliłem. Ciekawe przygotowania, niesamowity kościół i świetna zabawa na znanej mi sali weselnej Romeo i Julia Szczyrk.

Wszystko zaczęło się podczas makijażu. Masa luster zmuszała wręcz do wykonania kadrów z odbiciami. Uwielbiam takie pomieszczenia, w których można kombinować. Dominik przygotowywał się w mieszkaniu wraz z najbliższymi. Panowała tam luźna i swobodna atmosfera. W kolejnej części w przygotowaniach Asi pomagały siostry i mama. A dopełnieniem tego wszystkiego był wzruszający first look i błogosławieństwo. Było świetnie!

Kościół Marii Magdaleny w Tychach jest bardzo wdzięczny do fotografowania, więc cieszyłem się gdy sprawdziłem gdzie przyjdzie mi robić zdjęcia. Świetna ceremonia, uśmiechnięta para i cudowni goście. Czego chcieć więcej. To był bardzo udany ślub.

Z wesela zapamiętam wiele kadrów. Dobrze wspominam życzenia, które goście składali bez ukrywania emocji. Takie momenty mogę nazwać kopalnią kadrów. Ale to był dopiero początek, bo to, co się działo w trakcie wesela było wyjątkowe. Goście jak nie szaleli na parkiecie, to żywiołowo rozmawiali przy stołach. Gdy przemykałem gdzieś między nimi, to nie czułem by byli skrępowani. Zachowywali się bardzo naturalnie i dlatego tak polubiłem ten reportaż. 

Całe wesele rozkręcała ekipa bezdiscopolo.pl – dwóch znakomitych ludzi, którzy dobrze wiedzą jak poprowadzić imprezę. Asia i Dominik zdecydowali się na Michała i Marcina po mojej namowie. Tym bardziej ucieszyło mnie, że całość wyszła tak fajnie.

By powstał dobry reportaż ślubny musi złączyć się wiele czynników. W tym wypadku spełniona została większość. Był luz, była szczerość, były łzy wzruszenia, była radość i spontaniczne uśmiechy, ale i odrobina stresu. Tak nawet ten naturalny stres jest też potrzebny w tym dniu dla odwrócenia historii w trakcie układania zdjęć, pokazania innej strony tego dnia.

Mam nadzieję, że cały materiał przypadnie Wam do gustu, w poście jest tylko kilka ujęć. Poniżej znajdziecie przycisk do przeglądnięcia wszystkich fotografii.

Zobacz cały reportaż

Sesja na Pustyni Błędowskiej

Sesja na Pustyni Błędowskiej - Laura i Krzysiek

Sesja na Pustyni Błędowskiej

Przygotowałem dla Was kilka kadrów z sesji Laury i Krzyśka. Na miejsce jej wykonania wybrali oni Pustynię Błędowską. Bardzo lubię to miejsce, gdyż ma ono niepowtarzalny klimat. Uznaliśmy jednak, że piaskowy krajobraz warto czymś przełamać. Laura i Krzysiek pokazali mi fantastyczny staw. Muszę przyznać, że sesja na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej to ogrom zaskakująco pięknych miejsc.

Zacznę od czarno-białych kadrów z okolic stawu. Pierwsze zdjęcie z idącą parą ma niesamowity klimat. Jest nieco mroczne, tajemnicze. Sukienka układa się tu fantastycznie. Sukienka Laury generalnie była niebywale fotogeniczna i wielokrotnie wykorzystywałem ogromne ilości zwiewnej tkaniny, by urozmaicić kadry. Świetnie to widać na kolejnym zdjęciu, gdzie biel sukni fantastycznie kontrastuje z ciemną taflą jeziora. Ten portret Laury ma magiczny wręcz klimat. Lubię tworzyć parom bliźniacze portrety. Dlatego też, bardzo podobne zdjęcie wykonałem Krzyśkowi. W celu uzyskania odpowiedniej kolorystyki Krzysiek pojawił się na zdjęciu bez marynarki. Te dwa zdjęcia ustawione obok siebie mają świetny charakter. Bardzo je lubię. Kolejne zdjęcie to romantyczny, ciasny portret. Welon otaczający Laurę i Krzyśka dodaje mu intymności. Ostatnie zdjęcie znad stawu jest w kolorze. Zobaczcie, że odbicie w tafli jest niemal lustrzane – piękne miejsce.

Kolejna część to sesja na Pustyni Błędowskiej. Luźna spacerowa fotka, z bezdrożami ciągnącymi się w tle. Lubię tu uśmiechy Laury i Krzyśka. Ich spojrzenia się spotykają, a twarze są pełne radości i luzu. Teraz czas na kolejne zdjęcie Laury. Jej suknia ślubna fantastycznie pracowała na wietrze. Jej dynamiczny chód, twarz skierowana w bok. Podoba mi się, że jest tu całkowicie skupiona na sobie. 

Ostatnie dwa zdjęcia wykorzystują fantastyczne niebo. Pierwsze z nich to szeroki kadr, w którym Krzysiek podąża w kierunku Laury, a dramatyczne niebo nadaje całości charakteru. Ostatni kadr, to kadr kończący sesję. Zdjęcie robione pod światło, przy zachodzącym już słońcu. Dwie czarne, zwrócone ku sobie sylwetki na tle złocistego nieba – fantastyczne zakończenie tej sesji. 


Sesja narzeczeńska w Parku Śląskim - Karolina i Martin

Sesja narzeczeńska w Parku Śląskim

Dziś pokażę Wam kilka kadrów z sesji narzeczeńskiej Karoliny i Martina, które zdecydowanie utwierdzają mnie w przekonaniu, że najlepsze kadry tworzą fotografowani na nich ludzie, a nie miejsca. 

W przypadku tej sesji, można powiedzieć, że poszliśmy na łatwiznę. Zamiast wymyślnych i odległych miejsc, wybraliśmy się na popołudniowy spacer do Parku Śląskiego. Choć jako fotograf ślubny Śląsk zielony znam bardzo dobrze, to sesja narzeczeńska w Parku Śląskim nie jest częstym wyborem. Dużo ludzi, budek z przekąskami, betonowych ścieżek… ale wystarczy oddalić się trochę od głównych alejek, by znaleźć niezliczoną ilość cichych, romantycznych alejek i wpaść przypadkiem na…

… świetny mural! Bardzo lubię wykorzystywać takie street art’owe elementy do moich zdjęć. Już nie raz upamiętniałem pary na tłach z bilbordów czy pobazgranych ścianach. Tu, całkiem przypadkiem wpadliśmy na coś znacznie ciekawszego. W miejscu tym zrobiłem zdjęcie, które ukazuje cały mural z symetrycznie ustawionymi Karoliną i Martiną. Drugi kadr, to bliższy portret, w który mural posłużył jedynie jako tło. 

Kolejne dwa zdjęcia to dłonie. Na pierwszym stanowią one sedno całej fotografii, a na drugiej fantastycznie podkreślają intymność i czułość łączące Karolinę i Martina. 

Na sesji narzeczeńskiej nie może zabraknąć też luźnych spacerowych fotek. Zauważcie, że para odpuściła sobie wymyślne stroje. Jednak stonowane kolory i sportowy look świetnie do nich pasują. Zdecydowanie lubię takie proste pomysły!

Kolejne zdjęcie wykorzystuje piękne, ciepłe światło, a następne niesamowite spojrzenie Karoliny. Bardzo lubię takie ciasne portrety, na których tylko jedna osoba spogląda prosto w obiektyw i często je wykonuje w różnych wariantach. Musicie przyznać, że spojrzenie Karoliny jest hipnotyzujące. 

Zaglądając do mniej uczęszczanych zakątków Parku Śląskiego znaleźliśmy malowniczy staw. W tafli fantastycznie odbija się zieleń parku i błękit nieba. Musiałem wykorzystać to na kolejnej fotografii. 

Na zakończenie znów powrócę do dłoni. Na tej sesji trudno było ich nie eksponować. Widziałem, że Karolina i Martin mają ze sobą świetny kontakt i wszelkie gest pojawiały się same. Prawda, że ułożenie rąk, prosty gest mogą być dużo bardziej romantyczne i pełne ciepła niż niejedne pocałunki?