sesja narzeczeńska w górach

Sesja narzeczeńska w górach - Klaudia i Mariusz

Sesja narzeczeńska w górach

Na hasło sesja narzeczeńska w górach od razu myślę o zdjęciach, które wykonałem wspólnie z Klaudią i Mariuszem. No, nie tylko z nimi, bo w wyprawie towarzyszyła nam jeszcze Hela!

Jak wybraliśmy miejsce sesji? Prosta sprawa. Rysiankę odwiedziłem wcześniej z rodziną na wspólnej wycieczce i, jak zawsze na takich wyprawach, sprawdziłem to miejsce pod kątem sesji ślubnej lub właśnie narzeczeńskiej.

Miejscówka okazała się niezwykle malownicza i dosyć łatwa do wejścia, więc zapytałem moją parę co o tym myślą. Temat gór jest im znany, zaręczyli się w końcu przy schronisku więc wszystko się idealnie zgrywało.

Klaudia i Mariusz zabrali swoją suczkę Helę i ruszyliśmy w drogę. W aucie podczas podróży udało nam się przegadać masę tematów, co pozwoliło bliżej się poznać i przełamać pewną początkową barierę. Potem było już z górki, no czasami też pod górkę, w końcu tę Rysiankę musieliśmy jakoś zdobyć.

Cała sesja przebiegała w bardzo luźnej atmosferze. W zasadzie ten wypad ciężko mi nazwać sesją, bo 75% czasu poświęciliśmy na wchodzenie i rozmowy. Fotografowanie było tylko pewnym przerywnikiem. I to właśnie dzięki tej atmosferze udało się stworzyć coś naprawdę świetnego.

Naturalność, luz, czułość, bliskość, humor – wszystko to, co lubię jest w tych zdjęciach. Myślę, że zbudowaliśmy sporo zaufania między sobą, dzięki czemu współpraca w dniu ślubu będzie jeszcze lepsza. To między innymi po to są też właśnie sesje narzeczeńskie. Byście obyli się ze mną i z obiektywem, by łatwiej się nam pracowało w tym najważniejszym dla Was dniu.

A jak wyglądała współpraca z psem? Bardzo dobrze. Udało się Helę ulokować w kilku naprawdę ciekawych i śmiesznych kadrach. Są też bardziej klasyczne, spacerowe ujęcia. Jestem jak najbardziej zadowolony z współpracy z tą przeuroczą modelką.

Czy każdemu bym polecał taką sesję? Pewnie nie. Jeśli lepiej czujecie się w mieście, to dla mnie architektura miejska to chleb powszedni, więc chętnie i taką sesję zrobię, ale gdy czujecie się dobrze w naturze i lubicie góry to zdecydowanie polecam. Warto!

Zobacz całą sesję

sesja narzeczeńska w szklarni

Sesja narzeczeńska w szklarni

Sesja narzeczeńska w szklarni

W tym wpisie podzielę się z Wami kilkoma kadrami z sesji narzeczeńskiej Sabiny i Michała, którą zrealizowaliśmy w opuszczonej szklarni. 

Temat sesji fotograficznej w szklarni pojawiał się wielokrotnie w rozmowach z różnymi parami. Nigdy jednak nie doszło do realizacji tych pomysłów. Typowa sesja narzeczeńska Śląsk ukazuje w formie familoków z Nikisza, nowoczesnych miejskich przestrzeni lub całkiem odmiennie - lasów i łąk. W szklarni tej byłem po raz pierwszy i jestem bardzo zadowolony z klimatu tego miejsca. Problem z takimi opuszczonymi miejscami jest taki, że ich sytuacja ciągle się zmienia. Stopniowo popadają w ruinę i po dłuższym czasie nieobecności nie wiesz, co zastaniesz. Być może pojawi się właściciel i uniemożliwi wstęp na posesję, może ktoś zniszczy to miejsce tak, że fotografowanie tam przestanie mieć sens? Nigdy nie wiadomo, co zostanie się na miejscu. Na szczęście w tym wypadku nic nas nie zaskoczyło. W pozytywnej atmosferze mogliśmy przystąpić do pracy. 

Tego dnia sprzyjała nam fantastyczna wiosenna pogoda. Słońce odbijało się przyjemnie od szklarnianych szyb, mieniło się we włosach Sabiny, tworzyło przytulne cienie. Dodatkowo teren wokół szklarni sprawił, że nie musiałem szukać dodatkowych, ciekawych miejsc. Stara chata, łąki, świeżo obsiane pola tworzyły idealne tło do romantycznych i radosnych ujęć. Muszę przyznać, że ta sesja narzeczeńska w szklarni udała się fantastycznie głównie dzięki Sabinie i Michałowi. Zawsze powtarzam, że najważniejsi na zdjęciach jesteście Wy. Przyjemne miejsce, moje podpowiedzi, luźne rozmowy mogą pomóc zapomnieć o stresie i sprawić, że czas sesji będzie naprawdę przyjemny. Jednak tej chemii, uczucia, które widać w gestach i spojrzeniach nie umiem wymyślić czy dodać później. Sabina i Michał świetnie czuli się w swoim towarzystwie. Zagrały nie tylko słońce i wiatr, ale też emocje, spojrzenia i… włosy. To był dobrze spędzony czas, a zdjęcia z sesji, mam nadzieję, że będą pamiątką na długie lata. Ja jestem wyjątkowo zadowolony z naszego wspólnego wypadu do opuszczonej szklarni.