Naturalna sesja ślubna

Naturalna sesja ślubna Patrycji i Marcina

Plener z Patrycją i Marcinem był czystą przyjemnością. Spokojny, naturalny, rustykalny klimat wspomagany piękną pogodą dał nam masę możliwości. 

Jeśli myślę o haśle naturalna sesja ślubna to w pierwszej chwili przychodzi mi do głowy coś w fajnym i prostym otoczeniu. Chodzi też o klasyczne pozy i naturalne momenty bez zbędnego pozowania i przesadzania. 

Taką właśnie sesję chciałem uzyskać pracując z tą niezwykle sympatyczną parą. Czy się udało? Zobaczycie sami. Moim zdaniem jest sporo luzu, przestrzeni i niewymuszonych póz.

Co zrobić, by uzyskać taki efekt? Przede wszystkim dobrze się bawić. Patrycja i Marcin mają w sobie sporo luzu i nie starali się w trakcie wykonywania zdjęć robić czegoś na siłę. Było dużo gadania, śmiania się i to pozwoliło zbudować genialną atmosferę. 

Naturalna sesja ślubna

Samo miejsce też nie było jakieś wyszukane. Ot, lokalne pola i łąki w okolicy ich miejsca zamieszkania. Już nie raz wspominałem, że czasem zwykła lokalizacja jest lepsza niż coś bardzo wymyślnego. Oczywiście, to zależy od charakteru sesji, ale w tym wypadku zależało nam właśnie na czymś prostym.

Żeby tego wszystkiego dobrego nie było mało, to pogoda nam dopisała wręcz idealnie. Momentami mieliśmy bardzo ostre i gorące słońce, które idealnie nadawało się do pokazania pięknych cieni, a za chwilę trafialiśmy na wielką chmurę, która pozwalała wykonać bardzo klimatyczne i delikatne portrety.

Sesja ślubna na Śląsku

Gdybym miał wybrać jedno miejsce, które mi bardzo zapadnie w pamięć z tej sesji to pole ze snopkami siana. Brakowało mi takiej fotografii, gdzie fajnie ułożone snopki prezentują się jako niebanalne tło. Ostre światło podczas wykonywania fotografii z takim tłem tylko wzmocniło efekt i uwidoczniło piękną strukturę.

Udało mi się też wykonać kilka bardzo przyjemnych portretów pod światło. Daje to świetne, bajkowe efekty, których nie da się zastąpić. W tych kilku kadrach, które dziś Wam prezentuję są trzy takie fotografie.

To jedna z moich ulubionych sesji w 2018 roku. Świetna para, piękne miejsca i cudowna pogoda!


Sesja ślubna na jurze

Sesja ślubna na Jurze

Sesje na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zawsze kończyły się bardzo udanymi zdjęciami. Lubię klimat tego miejsca, rozległe polany, klimatyczne lasy i piękne skałki. To jedno z moich ulubionych miejsc w okolicy.
Żaneta i Piotrek, bo to ich zdjęcia będziecie dziś oglądać, wybrali razem ze mną okolice Mirowa i Pustynię Błędowską jako miejsce ich zdjęć ślubnych. Taka sesja ślubna Śląsk pokazuje od innej strony. Nie ma kopalń, zabudowy – za to jest piękna natura, która sprzyja pięknym zdjęciom. 

Sesja ślubna na Jurze

Początek naszej sesji to świetny las. Staraliśmy się tam wykorzystać wszystko co było dostępne. Cudowne i delikatne światło oraz przyjemny wiaterek. Całość stworzyła magiczny klimat.
Potem zobaczycie dużo fotografii z piękną zielenią. Staraliśmy się by nie było zbyt sztywno, więc jest trochę luźnych fotografii gdzie widać trampki Żanety oraz portret Piotrka z papierosem.

Atmosfera była bardzo dobra, mimo pogody, która nie zawsze nam sprzyjała. Były momenty, że musieliśmy się chować pod skałkami, bo deszcz nie ustępował. Najważniejsze, że fryzura nie została naruszona, a aparaty przetrwały! Mimo takiej niespodzianki, humory nie przestały nam dopisywać, a i udało się nawet „popełnić” jedno ciekawe zdjęcie z deszczem w tle!

Pamiętajcie, że to wy jesteście najważniejsi na zdjęciach i jeśli tylko podejdziecie do tematu pozytywnie, to sesja na pewno będzie udana. Zobaczycie tu zresztą jedną fotografię gdzie widać Żanetę i Piotrka, którzy aż wyskoczyli do góry ze szczęścia na widok promieni słońca i przechodzącego deszczu.

Jura krakowsko-częstochowska

Momenty niepogody wynagrodziła nam końcówka sesji na Pustyni Błędowskiej. Tam już mieliśmy się zbierać do domu, bo czuliśmy, że z pięknego zachodu słońca nic nie będzie. Na szczęście zostaliśmy jeszcze kilka minut i mogliśmy się cieszyć niesamowitym światłem.
Na tej sesji było w zasadzie wszystko. Spokój i cisza przed burzą na początku. Potem trochę niepokoju co dalej, bo deszcz nas mocno zaskoczył. Kończyliśmy za to w bardzo dobrych humorach.
Ta sesja ślubna na Jurze jest jedną z moich ulubionych. Lubię ten klimat i lubię tę parę. Wszystko nam tu zagrało!


Rustykalna sesja ślubna

Rustykalna sesja ślubna w skansenie

Rustykalna sesja ślubna to temat, o którym często myślałem. Plan był taki, by wykonać zdjęcia w trakcie pięknej, złotej polskiej jesieni. Poza aurą ważne było dla mnie miejsce i w końcu padło na lokalny Skansen w Chorzowie. Niby wszystko przygotowane, ale trzeba było mieć do tego odpowiednią i chętną na taki klimat fotografii parę.

Rustykalna sesja ślubna

Po ślubie Ani i Michała miałem takie przeczucia, że to będą odpowiednie osoby, a ich wrześniowe wesele skłaniało do wykonania zdjęć już w jesiennej aurze.
Szybki mail: sesja w Skansenie, wianek, trawa, stare chaty – co o tym myślicie? Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać i spiesznie zaczęliśmy się umawiać na termin.
Pierwsze rozpoznawcze zdjęcia upewniły mnie, że się nie myliłem i współpraca z Nimi to strzał w dziesiątkę! Czas na sesji zleciał nam bardzo szybko, było dużo śmiechu i ciekawych rozmów. W zasadzie zdjęcia robiły się same. Nie skłamię jak napiszę, że nawet nie musiałem się jakoś bardzo gimnastykować i wymyślać. Włączyła nam się wspólna kreatywność i podobna wizja tego co chcemy osiągnąć i ot, tak, po prostu działaliśmy…

Sesja w skansenie

W trakcie zdjęć Ania wpadła na pomysł stworzenia wianka z szyszek chmielu, które napotkaliśmy po drodze, a Michał miał ochotę zjeść jabłko prosto z drzewa. To były świetne sytuacje do fotografowania! Klimat rustykalny nie tylko widnieje na zdjęciach, ale był obecny cały czas w trakcie tego niezwykle miłego spaceru.
Nie ma co ukrywać, chyba wszystko nam sprzyjało tego dnia. Zdjęcie z rozwianymi włosami? Proszę bardzo – mamy wiatr. Ostre klimatyczne światło wpadające na ścianę starej chaty? Słońce zdało egzamin. Piękne kwiaty (nie pytajcie jakie) dookoła nas – jak najbardziej. Wszystkie czynniki wpłynęły na efekt końcowy, który Ania i Michał chcieli uzyskać.
Do Skansenu jeszcze chętnie wrócę. Pewnie jak co roku pojawią się nowe pomysły i możliwości. Może inna pora roku? Może zima? Jest tam zdecydowanie potencjał do zrobienia czegoś naprawdę fajnego!

Chcecie zobaczyć więcej?

Zobacz całą sesję

sesja ślubna za granicą

Sesja ślubna za granicą z Dominiką i Piotrkiem

Decyzję o miejscu, w którym odbędzie się plener ślubny zawsze podejmuję wspólnie z parą. Czasem decydujemy się na sprawdzone miejsce w okolicy mojego miejsca zamieszkania. Innym razem decyzja pada na jakąś nową lokalizację. Wszystko zależy od preferencji Pary Młodej. Ja czasem lubię wrócić do sprawdzonej miejscówki i pokazać ją troszkę inaczej, a czasem sprawdzić i odkryć coś nowego.
Jak przygotować się do sesji ślubnej? To zależy jaki efekt chcemy uzyskać. Ja zdecydowanie preferuję minimalistyczne podejście bez zbędnych dodatków. Wianek i kwiaty jak najbardziej są wskazane, ale więcej? Po co? Lepiej wziąć bagaż dobrego humoru, to w zupełności wystarczy.

Sesja ślubna za granicą

Jeśli chodzi o sesję, którą pokazuję w tym poście to pomysł padł ze strony Dominiki i Piotrka. Byli zachwyceni klimatem winnic w Mikulovie, więc kilka dni po ich ślubie udaliśmy się do Czech. Droga do miejsca docelowego chwilę nam zajęła, więc ten czas spędziliśmy na rozmowach nie tylko na ślubne tematy. Mogliśmy się bliżej poznać i zbudować dobrą relację, której efekt widać na zdjęciach!
Mikulov nas zaskoczył. Poza pięknymi winnicami, znaleźliśmy tam wspaniałą panoramę na miasto, klimatyczne uliczki i niesamowite widoki. Mogę polecić to miasto nie tylko pod zdjęcia, ale również na zwykłe zwiedzanie. Żeby wszystko było idealnie to towarzyszyło nam ciągle piękne światło, które tylko podkreślało architekturę i naturę.
To wszystko o czym napisałem byłoby niczym, gdyby nie ludzie, bo to oni są na zdjęciach najważniejsi. Współpraca przebiegała wzorowo. Gdy chcieliśmy by zdjęcia były lekkie, zwiewne i naturalne, to nie było żadnego problemu z uzyskaniem takiego efektu – zero stresu. Gdy chcieliśmy coś bardziej ustawić, przygotować jakiś konkretny koncept, to rozumieliśmy się bez słów. Świetne humory towarzyszyły nam od początku do końca. Zapomniałbym o jeszcze jednym – nie mogliśmy zacząć sesji bez łyka lokalnego napoju czyli Kofoli!

Mikulov – Czechy

Sesją ślubna za granicą z Dominiką i Piotrkiem to mix natury i architektury, zabawy światłem i klasycznych portretów. Były rozwiane włosy i welon. Działo się dużo, a to wszystko możecie zobaczyć poniżej.

Czy zapowiedź Wam się podoba?

Zobacz całą sesję

Plener Ślubny

Plener ślubny Kasi i Nikodema

Zdarza się tak, że planowanie sesji ślubnej nie idzie tak łatwo jak zawsze. Niby mamy kilka miejscówek w głowach, ale żadna nie pasuje nam na 100%. Ciężko się zdecydować i w efekcie uznajemy, że idziemy na żywioł.
Wesele Kasi i Nikodema odbywało się w Głuchołazach i w pierwszej kolejności mieliśmy po prostu wsiąść w auto i pojeździć po okolicy. Uznaliśmy, że jeśli zauważymy coś fajnego to się zatrzymujemy i fotografujemy. Jeździliśmy dość długo i w końcu droga zaprowadziła nas do przygranicznej miejscowości Złote Hory. Miasteczko było praktycznie puste, miejscami architektura zachwycała – było pewne, że tu się na chwilkę zatrzymamy. Najpierw jednak znaki pokierowały nas na skansen i to tam zaczęliśmy nasz plener ślubny. 

Plener ślubny za granicą

To miejsce nas urzekło pięknem przyrody i klimatyczną zabudową. Spędziliśmy tam około dwóch godzin, a współpraca przebiegała bezbłędnie. Jeżdżąc autem mieliśmy sporo czasu na zapoznanie i dogranie wszystkiego, by później rozumieć się bez słów. Kasia i Nikodem mieli swój pomysł na zdjęcia – swoją wizję. Rozmowa w większości była na temat fotografii, którą obydwoje lubią, a dla mnie to temat do rozmów na wiele godzin. Z tej części sesji najmocniej zapadną mi w pamięć 3 kadry:

  1. Szerokie ujęcie, gdy Kasia i Nikodem idą w stronę czegoś podobnego do młyna.
  2. Portret Nikodema – tak ten z nietypowym światłem, taki groźny. (do oglądnięcia w kolejnym poście, gdzie pokazuję całą sesję)
  3. Portret Kasi – jak wychodzi z lasu, światło pięknie ją oświetla, a w tle pozostaje taki mroczny las.

Sesja ślubna Zlote Hory – Czechy

Druga część sesji to miasteczko Złote Hory. Tu na zakończenie mieliśmy wspaniałe ciepłe światło, które pozwoliło stworzyć świetny, luźny portret – ostatnie zdjęcie z sesji. Wcześniej spacerowaliśmy po okolicy i „wyciągnęliśmy” wszystko co się dało z lokalnej architektury, która mnie urzekła. Różnorodność kolorów, piękne okna czy drzwi to wszystko sprawiło, że w zasadzie bez planu trafiliśmy do świetnego miejsca i zrobiliśmy jeden z lepszych plenerów. Jak widzicie sesja ślubna za granicą to nie tylko Paryż i Barcelona – czasem wystarczy zajrzeć do naszych sąsiadów.

Podoba Wam się zapowiedź?

Zobacz całą sesję