sesja ślubna za granicą

Sesja ślubna za granicą z Dominiką i Piotrkiem

Decyzję o miejscu, w którym odbędzie się plener ślubny zawsze podejmuję wspólnie z parą. Czasem decydujemy się na sprawdzone miejsce w okolicy mojego miejsca zamieszkania. Innym razem decyzja pada na jakąś nową lokalizację. Wszystko zależy od preferencji Pary Młodej. Ja czasem lubię wrócić do sprawdzonej miejscówki i pokazać ją troszkę inaczej, a czasem sprawdzić i odkryć coś nowego.
Jak przygotować się do sesji ślubnej? To zależy jaki efekt chcemy uzyskać. Ja zdecydowanie preferuję minimalistyczne podejście bez zbędnych dodatków. Wianek i kwiaty jak najbardziej są wskazane, ale więcej? Po co? Lepiej wziąć bagaż dobrego humoru, to w zupełności wystarczy.

Sesja ślubna za granicą

Jeśli chodzi o sesję, którą pokazuję w tym poście to pomysł padł ze strony Dominiki i Piotrka. Byli zachwyceni klimatem winnic w Mikulovie, więc kilka dni po ich ślubie udaliśmy się do Czech. Droga do miejsca docelowego chwilę nam zajęła, więc ten czas spędziliśmy na rozmowach nie tylko na ślubne tematy. Mogliśmy się bliżej poznać i zbudować dobrą relację, której efekt widać na zdjęciach!
Mikulov nas zaskoczył. Poza pięknymi winnicami, znaleźliśmy tam wspaniałą panoramę na miasto, klimatyczne uliczki i niesamowite widoki. Mogę polecić to miasto nie tylko pod zdjęcia, ale również na zwykłe zwiedzanie. Żeby wszystko było idealnie to towarzyszyło nam ciągle piękne światło, które tylko podkreślało architekturę i naturę.
To wszystko o czym napisałem byłoby niczym, gdyby nie ludzie, bo to oni są na zdjęciach najważniejsi. Współpraca przebiegała wzorowo. Gdy chcieliśmy by zdjęcia były lekkie, zwiewne i naturalne, to nie było żadnego problemu z uzyskaniem takiego efektu – zero stresu. Gdy chcieliśmy coś bardziej ustawić, przygotować jakiś konkretny koncept, to rozumieliśmy się bez słów. Świetne humory towarzyszyły nam od początku do końca. Zapomniałbym o jeszcze jednym – nie mogliśmy zacząć sesji bez łyka lokalnego napoju czyli Kofoli!

Mikulov – Czechy

Sesją ślubna za granicą z Dominiką i Piotrkiem to mix natury i architektury, zabawy światłem i klasycznych portretów. Były rozwiane włosy i welon. Działo się dużo, a to wszystko możecie zobaczyć poniżej.

Czy zapowiedź Wam się podoba?

Zobacz całą sesję

Plener Ślubny

Plener ślubny Kasi i Nikodema

Zdarza się tak, że planowanie sesji ślubnej nie idzie tak łatwo jak zawsze. Niby mamy kilka miejscówek w głowach, ale żadna nie pasuje nam na 100%. Ciężko się zdecydować i w efekcie uznajemy, że idziemy na żywioł.
Wesele Kasi i Nikodema odbywało się w Głuchołazach i w pierwszej kolejności mieliśmy po prostu wsiąść w auto i pojeździć po okolicy. Uznaliśmy, że jeśli zauważymy coś fajnego to się zatrzymujemy i fotografujemy. Jeździliśmy dość długo i w końcu droga zaprowadziła nas do przygranicznej miejscowości Złote Hory. Miasteczko było praktycznie puste, miejscami architektura zachwycała – było pewne, że tu się na chwilkę zatrzymamy. Najpierw jednak znaki pokierowały nas na skansen i to tam zaczęliśmy nasz plener ślubny. 

Plener ślubny za granicą

To miejsce nas urzekło pięknem przyrody i klimatyczną zabudową. Spędziliśmy tam około dwóch godzin, a współpraca przebiegała bezbłędnie. Jeżdżąc autem mieliśmy sporo czasu na zapoznanie i dogranie wszystkiego, by później rozumieć się bez słów. Kasia i Nikodem mieli swój pomysł na zdjęcia – swoją wizję. Rozmowa w większości była na temat fotografii, którą obydwoje lubią, a dla mnie to temat do rozmów na wiele godzin. Z tej części sesji najmocniej zapadną mi w pamięć 3 kadry:

  1. Szerokie ujęcie, gdy Kasia i Nikodem idą w stronę czegoś podobnego do młyna.
  2. Portret Nikodema – tak ten z nietypowym światłem, taki groźny. (do oglądnięcia w kolejnym poście, gdzie pokazuję całą sesję)
  3. Portret Kasi – jak wychodzi z lasu, światło pięknie ją oświetla, a w tle pozostaje taki mroczny las.

Sesja ślubna Zlote Hory – Czechy

Druga część sesji to miasteczko Złote Hory. Tu na zakończenie mieliśmy wspaniałe ciepłe światło, które pozwoliło stworzyć świetny, luźny portret – ostatnie zdjęcie z sesji. Wcześniej spacerowaliśmy po okolicy i „wyciągnęliśmy” wszystko co się dało z lokalnej architektury, która mnie urzekła. Różnorodność kolorów, piękne okna czy drzwi to wszystko sprawiło, że w zasadzie bez planu trafiliśmy do świetnego miejsca i zrobiliśmy jeden z lepszych plenerów. Jak widzicie sesja ślubna za granicą to nie tylko Paryż i Barcelona – czasem wystarczy zajrzeć do naszych sąsiadów.

Podoba Wam się zapowiedź?

Zobacz całą sesję