Sesja narzeczeńska i Wasze hobby

Sesja narzeczeńska

O ile sesja ślubna to zwykle piękna sceneria i młoda para w ślubnych strojach, o tyle sesja narzeczeńska jest swego rodzaju próbą pokazania narzeczonych w ich naturalnym środowisku. Tu rzadko zatrudnia się fryzjerów i makijażystki, nie ubiera się wyszukanych strojów. Na tych zdjęciach jest miejsce na prostotę, codzienność i luz. 

Właśnie z tego powodu lubię sesje narzeczeńskie. Pary, które się na nie decydują są zawsze pełne entuzjazmu, a na moje pytanie, gdzie chcą wykonać taką sesję, zamiast pałaców i górskich szczytów, wybierają miejsca związane z nimi samymi. Często wyborom tym towarzyszą wątpliwości. Nic dziwnego. Gdy miejscem Twojego zamieszkania jest Śląsk, to zastanawiasz się, czy da się to pokazać w ładny sposób. Serio. A sesja narzeczeńska Śląsk (tak jak każdy inny region) pokaże przez pryzmat Waszej znajomości i, bez względu na to, czy to będzie staw blisko osiedla, szkolny plac, pobliski las czy centrum miasta, to będzie wyglądało świetnie! 

Wiele razy wykonywałem miejską sesję narzeczeńską. Sesja w mieście, to coś w czym bardzo dobrze się czuję, ale dziś pokażę Wam klika kadrów z sesji Magdy i Damiana, którzy wybrali miejsce dość nietypowe. Oboje lubią aktywnie spędzać czas, biegać, jeździć na rolkach i chodzić po górach. A na sesję narzeczeńską zaprosili mnie na stadion w Rudzie Śląskiej.

Można powiedzieć, że była to sesja w mieście, choć w całkiem odmiennej scenerii. Pierwszą część zdjęć wykonałem, gdy Magda i Damian mieli na sobie codzienne, ale trochę bardziej eleganckie ubrania. Prawda, że wyglądali trochę, jakby wybierali się na randkę? Kilka zdjęć w ostym słońcu na trybunach i bieżni, a chwilę później para przebiera się w coś wygodniejszego i wybieramy się na rolki. W ten prosty sposób Magda i Damian, mogli pokazać kawałek swojej codzienności, który mogłem uwiecznić. 

Dzięki temu, że poznaliśmy się bliżej na sesji narzeczeńskiej, to w dniu ślubu witaliśmy się jak znajomi i dużo przyjemniej nam się pracowało. Dodatkowo, oboje widzieli efekty wcześniejszej sesji, co dało im poczucie pewności, że zdjęcia ze ślubu będą im się podobać.  

Sesja ślubna inaczej

Ostatnio zastanawiałem się czy kiedyś minie w Polsce moda na plenerowe sesje ślubne. Często są to duże, odległe, całodniowe wydarzenia, w które zaangażowanych jest sporo osób. Wbrew pozorom nie jest to trend ogólnoświatowy, ani coś, co jest jedyną słuszną opcją… Ale, póki co, sesje ślubne są jednak usługą standardową, a przyszli małżonkowie decydują się na nią bez wahania. Sesja ślubna Śląsk pozwala mi poznawać z różnych stron, często wyjeżdżam też dużo dalej i można pomyśleć, że w tym temacie wszystko zostało już powiedziane, a jednak – na każdym plenerze próbuję opowiedzieć historię miłości na nowo. 

Dziś pokażę Wam kilka zdjęć z sesji ślubnych, którymi przełamuję standard. Bo standardem są zdjęcia przytulonej pary wśród zieleni czy klasyczne portrety. Jak wyjść poza ten utarty schemat? Sposobów jest mnóstwo…

Przede wszystkim należy wykorzystywać to, co daje nam chwila. Ostre słońce i wyraziste cienie? Pochmurne niebo? Łąka, miasto, niezwykła architektura, zwykły chodnik? Każda pogoda i każde miejsce może być świetnym tłem naszej historii, a jeżeli miejsce daje nam taką szansę, to warto ukazać je w bardzo szerokim kadrze. 

Nie musi być tak, że na każdym zdjęciu młoda para „gra pierwsze skrzypce”. Gdy tylko fotografuję w miejscu pełnym ludzi, wykorzystuję tych nieświadomych statystów ustawiając parę na odległym planie. 

Każda sesja ślubna, to również kadry cięte w nieoczywistych miejscach. Same nogi idącej pary, pocałunek ledwie widoczny spod welonu, zaciśnięte dłonie. Fragmentarycznie ukazana rzeczywistość działa na wyobraźnię oglądającego, a dodatkowo jest często smacznym detalem fragmentu garderoby, biżuterii czy tatuażu. 

Plener ślubny to zawsze kolejne spotkanie z parą, którą już znam. Zawsze staram się wykorzystać zdobyte informacje o parze w trakcie zdjęć. Gdy ktoś kocha konie, po prostu robimy sesję z końmi! Zwykle jednak sesja ślubna nie jest w tak oczywisty sposób połączona z pasją jednego z małżonków. Wtedy wykorzystuję każdy drobiazg. Para nie miała z kim zostawić psa i zabrała go ze sobą na odległy plener? Pan młody między zdjęciami sięga po papierosy? To są drobiazgi, które mógłbym zignorować, ale ja wolę snuć z nich kolejne kadry tych opowieści. 

 

Fotograf ślubny Gliwice – wesele Oli i Tomka!

Fotograf ślubny Gliwice

Gdy rozmawiam z parami na spotkaniach, zdarza się, że pytacie o światła, dodatki i wiele innych atrakcji, które mogą upięknić Wasze wesele. Po części się z Wami zgadzam, bo to zawsze fajnie urozmaica ten cudowny dzień, ale pamiętajcie, że to Wy jesteście najważniejsi… no i Wasi goście 😀
U Oli i Tomka całość była przepięknie zorganizowana, ale to właśnie Oni – pełni emocji i uczuć wykonali świetną robotę. Podczas fotografowania czułem, że wszystko jest prawdziwe i szczere! Nie ma co ukrywać, że wesele nie odbyło by się bez gości… no i tu w zasadzie powinienem skończyć już pisać, bo co się tam działo lepiej sprawdźcie sami 🙂
Zapraszam.
Dzięki za współpracę:

Suknia – Fasson Dorota Wróbel
Garnitur – Lavard
Florystka – Lawendowa Weranda
Makijaż – Silesia Makeup Room
Fryzura – Karolina Malik
Barman – Best Bar Stars
Dj – Dj Kriss Oprawa Muzyczna Imprez
Sala – Modrzewiowy Dwór w Gliwicach
Tort i ciasta – Ciastkarnia Marysieńka
Biżuteria – Novia Blanca

Ślub plenerowy Śląsk

Ślub plenerowy Śląsk

Planując ślub, na pewno przeszła Wam przez głowę myśl zorganizowania uroczystości w plenerze. Sam pomysł jest genialny, niezwykle kuszący, a z punktu widzenia fotografa, to sytuacja wprost idealna… zakładając, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. I właśnie w chwili, gdy hasło „ślub w plenerze” zderza się z rzeczywistością, wiele par odpuszcza temat. Ale nie Ania i Adam. Oni zrealizowali swój plan i wszystko udało się wyśmienicie. 

Ślub Ani i Adama odbył się w plenerze. Tak, tego dnia pogoda była łaskawa! Niestety zdarzyły mi się w tym sezonie śluby plenerowe w ogromnym upale oraz takie, które w ostatniej chwili przenoszono do wnętrza z powodu burzy. Na szczęście organizatorzy takich imprez coraz częściej stają na wysokości zadania i robią, co mogą, by uroczystość odbyła się w przyjemnych warunkach, bez względu na pogodę. 

Zwykle na taką uroczystość fotograf ślubny Śląsk opuszcza, by ruszyć w teren mniej industrialny. Jednak Ania i Adam znaleźli piękne miejsce na swój wyjątkowy dzień bardzo blisko. Gdzie znajduje się ten intrygujący budynek w stylu zakopiańskim? Okazuje się, że to nie góry. To miejski ślub w plenerze… Sosnowiec. Sam byłem zaskoczony lokalizacją! Mamy więc w Sosnowcu ponad stuletnią Gospodę w Niemcach (tak pierwotnie nazywało się to miejsce), zachowane w świetnym stanie, które również wewnątrz zachwyca dekoracjami i wystrojem z tamtych lat. Dodatkowo przestrzeń w ogrodzie została elegancko zaaranżowana. Krzesła dla gości, biały dywan, miejsce dla urzędnika. Nawet słońce nie było zbyt intensywne. Nic, tylko fotografować. 

Gdy wszystko jest dopięte na ostatni guzik, to zdjęcia z trakcie pleneru ślubnego robi się z wielką przyjemnością. Atmosfera nie jest taka napięta. Stres zastępuje uśmiech, pastelowe kwiaty znikają robiąc miejsce kłosom zbóż i słonecznikom, a nastrojową muzykę wzbogaca śpiew ptaków. Dla fotografa ślubnego, to naprawdę przyjemna odmiana! 

Nie jest to może typowe miejsce na ślub plenerowy Śląsk. Bo i w Zagłębiu, i trochę rustykalnie, i z zakopiańskim akcentem. Ponownie okazuje się, że przemysłowy region zaskakuje, a fotograf ślubny nie może się w swej pracy nudzić. 

Plener ślubny za granicą

Plener ślubny za granicą.

Czy plener ślubny za granicą musi oznaczać weekend w europejskiej stolicy lub miesiąc miodowy na egzotycznej wyspie? Niekoniecznie. Może zdarzyć się tak, że zaplanujecie ze mną sesję wśród okolicznych pól, ale szukając inspiracji powędrujemy nieco dalej. Wraz z Kasią i Nikodemem poniosło nas, całkiem spontanicznie, do Czech.

Tak, to był plener ślubny za granicą, ale jednocześnie tuż, tuż. Dlatego mogliśmy sobie pozwolić na spontaniczną decyzję i wspólnie odkryć całkiem nowe miejsca – idealne na zdjęcia ślubne! W pierwszej kolejności trafiliśmy na niezwykle ciche i malownicze czeskie miasteczko. To niezwykłe, że wystarczy przekroczyć granicę kraju, by poczuć całkiem odmienną atmosferę. Ciekawe czy to siedzi w naszych głowach, czy faktycznie są to dwa rożne światy. W miasteczku, w którym czas mógł zatrzymać się kilkadziesiąt lat temu wykonaliśmy krótką sesję miejską. Sesja w mieście Kasi i Nikodema to architektura, kamieniczki, mury i kolorowe fasady domów.

Najważniejsze wciąż jednak było przed nami. Trafiliśmy w piękne miejsce! Sesja w mieście to jedno, ale Złote Hory zaskoczyły nas również niewielkim, ale malowniczym skansenem. Choć o sesji w skansenie pisałem już na blogu, to nie w kontekście pleneru ślubnego za granicą. Jest to skansen górniczy, w którym znajduje się replika średniowiecznych sztolni wydobywczych. To niezwykłe miejsce wcale nie miało przemysłowego charakteru, a okalający je las dodawał tylko tajemniczej i romantycznej aury. Wszystko wokół działało tego dnia naszą korzyść i, nie dość, że odkryliśmy wspólnie wspaniałe miejsce, to tego dnia towarzyszyło nam piękne światło, z którego czerpaliśmy, aż do zmroku.

Ten plener z Kasią i Nikodemem był bardzo udany. Świetnie nam się współpracowało, w mig realizowaliśmy wszystkie pomysł. Od razu czułem, że oboje dobrze się bawią i bycie razem było dla nich ważniejsze, niż sceneria, która będzie im towarzyszyć. I tak los spłatał nam psikusa, splótł wiele przypadków i zamiast sesji na okolicznych polach i łąkach poniosło nas do Czech. Okazuje się, że czasem, od niechcenia, można stworzyć plener ślubny za granicą, w wyjątkowej scenerii i z wyjątkowymi emocjami, w jedno popołudnie.