Cechy reportażu ślubnego

Dziś pokażę Wam kilka zdjęć reportażowych, które zobrazują jakie cechy reportażu ślubnego są dla mnie najważniejsze. Jeśli obserwujecie mnie na Facebooku lub Instagramie, albo jeśli zaglądacie czasem tu na bloga, to na pewno zauważyliście, że reportaż ślubny, to część mojej pracy, którą lubię najbardziej. Gdy nie mogę wpłynąć na to co się dzieje, gdy muszę błyskawicznie reagować na to, co wokół mnie, wtedy czuję się jak ryba w wodzie.

Widzicie tę radość Dominiki i spoglądającego na nią Piotra? Ten moment trwał tylko kilka sekund, ale dzięki temu, że go uchwyciłem Dominika pozostanie dla mnie najweselszą panną młodą z jaką pracowałem. Złapać moment szczęścia młodej pary, to ważny element każdego reportażu.

Istotne jest by być czujnym w każdym momencie. To zdjęcie zrobiłem czekając pod kościołem na przyjazd pary młodej. Mogłem mieć wtedy chwilę przerwy, robić cokolwiek. Dzięki doświadczeniu wiem jednak, że właśnie w takich cichych, pozornie nudnych chwilach można złapać idealny, nieoczywisty kadr, który zainteresuje widza.

Zdjęcia z wesela czy ślubu, to przede wszystkim emocje. Prawda, że zdjęcie na którym wzruszony dziadek przytula Dominikę będzie pamiątką na lata? Takie zdjęcia, na których pokazuję więź łączącą bliskich sobie ludzi, sprawiają, że moja praca jest ważna. 

Ale przecież wesele to nie tylko wzruszenia, to też śmiech, radość i zabawa. Dlatego krążąc między gośćmi szukam wesołych momentów. Przykładem takiego zdjęcia może być kadr z chwili, w której Dominika i Piotr prezentują film przygotowany dla rodziców. Wywołał on mnóstwo pozytywnych emocji, które pokazałem w dynamiczny sposób. 

Ważne jest też to, w jaki sposób zaprezentuję potem zdjęcia. Nawet najciekawsze kadry nieumiejętnie złożone będą tworzyć dłużący się, nudny pokaz slajdów. By opowiedzieć dobrą historię potrzeba wprawy, trzeba czymś zainteresować odbiorcę, zaskoczyć go. Fajną opcją na budowanie ciekawej narracji mogą być np. dyptyki. 

Gdy robię zdjęcia z wesela nie unikam eksperymentów. W trakcie tańców mam możliwość szukania ciekawych ujęć, momentów, miejsc, odbić, świateł i emocji. Wszystkie cechy reportażu ślubnego są ważne, ale przede wszystkim fotografie powinny mieć charakter. Fotograf powinien mieć jakąś wizję, odwagę, by pokazywać wydarzenia przez pryzmat swoich umiejętności i swojej wrażliwości. 

Sprawdźcie te wpisy:

Sesja rodzinna w domu

Od nich się zaczynała moja przygoda z fotografią ślubną. Już dokładnie nie pamiętam, ale był to pewnie jeden z pierwszy 10 sfotografowanych przeze mnie ślubów.

Mateusza poznałem w technikum – razem chodziliśmy do klasy, a Kasia była z nim odkąd pamiętam. Nigdy nie łączyła nas wielka przyjaźń, ale zawsze się lubiliśmy. Nie ukrywam, że po wykonaniu zdjęć na ich weselu odezwało się do mnie wiele zainteresowanych par. To było jedno z takich przełomowych zleceń, które świetnie wspominam. To była też impreza na której poznałem DJ Luka, z którym dobrze się trzymam do dziś.

Kasię i Mateusza miałem okazję poznać bliżej najpierw na sesji narzeczeńskiej, potem współpracując cały dzień na ślubie i plenerze już po weselu. Zdecydowanie współpracowało nam się bardzo dobrze. Wiedziałem, że jest to para nie tylko do współpracy przy zdjęciach, ale na pewno nie miałbym problemów by przegadać z nimi wieczór przy piwku.

Kończąc ten długi wstęp i przechodząc do tematu dzisiejszego posta czyli: Sesja rodzinna w domu Lisków. Myślę, że to też może być moment przełomowy. Wymyśliłem sobie by moja fotografia rodzinna miała jak najbardziej naturalny charakter. Chciałem uniknąć sztucznego oświetlenia, lamp błyskowych itp. Moja wizja polega na złapaniu najlepszego momentu: emocji, pięknego światła i kadru. Podobnie wykonuję zdjęcia podczas rodzinnych wycieczek. Nie lubimy „ustawek” i sztucznego pozowania.

U Lisków atmosfera była świetna. Szybko dogadałem się z Lili, a Mateusza i Kasie znałem już wcześniej więc etap poznawania był już za nami. Znali oni dokładnie moją wizję i po prostu fajnie spędzali czas ze swoją cudowną córką. Było dokładnie tak jak myślałem. Naturalnie, prosto, zwyczajnie. Te niby proste momenty cieszą najbardziej – pokazują prawdziwe życie.
Wykonywanie takich zdjęć sprawia mi ogromną frajdę. Najpierw wspólna kawa i śniadanie, potem spacer po okolicy. Po powrocie wspólne rysowanie i wygłupy, by na koniec zaczytać się w ciekawej książce. Mam nadzieje, że też poczujecie ten luz i niesamowity klimat sesji rodzinnej.
Zapraszam do oglądania.

  • Dla wszystkich którzy wolą pokaz slajdów zapraszam na 4 minuty 18 sekund zdjęć z tego reportażu.

    • Dla fanów scrollowania w dół strony są też zdjęcia!

Sprawdźcie te wpisy:

Jakie obiektywy do Fuji

Zmieniając system zacząłem zastanawiać się jakie obiektywy do Fuji będą najlepsze. Temat ogniskowych był mi dobrze znany, więc wiedziałem w jakim kierunku szukać, ale pozostała decyzja wyboru konkretnego modelu.

W Canonie używałem zawsze obiektywów 35 mm – 50 mm – 85 mm i 135 mm. Muszę tu jednak zaznaczyć, że to 135 mm było używane dosyć rzadko, więc wiedziałem iż ta ogniskowa nie będzie niezbędna. To na czym się skupiałem to trzy pierwsze ogniskowe.

Różnica między moimi Fujikami, a Canonem była w rozmiarze matrycy. Kiedyś pracowałem na „pełnej klatce”, a obecnie korzystam z sytemu APS-C gdzie troszkę inaczej przelicza się ogniskową, ale nie będę się tu szczegółowo o tym rozpisywał. 
Musiałem znaleźć odpowiednie obiektywy w zakresie:
23 mm do 56 mm i mój wybór padł na:

Fujinon 23 mm f/1.4 – flagowy model, po przeliczeniu ogniskowa w okolicach 35 mm. Jasność 1.4 w zupełności wystarczająca. Świetny obiektyw do reportażu ślubnego!

Fujinon 35 mm f/1.4 – standardowa „pięćdziesiątka”, raczej leży w torbie i jest opcją rezerwową, często biorę go na rodzinne wycieczki – tworzy świetny duet z XE3.

Mitakon 35 mm f/0.95 – znów po przeliczeniu 50 mm – ultrajasny w pełni manualny obiektyw. Bardzo go lubię i sporo korzystam w trakcie reportażu i sesji. Sprawdza się w każdym momencie (no może poza dynamicznymi tańcami).

Fujinon 56 mm f/1.2 – czyli odpowiednik obiektywu 85 mm – znakomite szkło, idealne w trakcie ceremonii w kościele i podczas sesji ślubnej, jedno z najlepszy, które miałem w całej swojej fotograficznej przygodzie.

Sprzęt w fotografii ślubnej jest ważny, ale nie najważniejszy. Lubię mieć w torbie to czego faktycznie potrzebuję. Nie chcę kombinować i przesadzać. To co jest najlepsze można pokazać za pomocą światła, kadru, emocji, a nie ciągłą zmianą obiektywów i wszelkich innych dodatkowych fajerwerków. Jak widzicie moja „szklarnia” skupia się na obiektywach od Fuji i jednym rodzynku w postaci Mitakona.

Fotografia ślubna Fuji? Sprawdźcie

Ślubne inspiracje

Jeśli jesteście jeszcze przed ślubem, to na pewno poświęcacie wiele czasu na znalezienie ciekawych rozwiązań, nietuzinkowych ofert i zaskakujących pomysłów. Ślubne inspiracje to temat rzeka. Będąc fotografem wiem, że nic nie inspiruje tak, jak dobre zdjęcia. Dlatego zapraszam Was na kilka zdjęć.

Pierwsze trzy zdjęcia to standardowa sesja ślubna, którą wykonałem w zeszłym roku. Wraz z Asią i Darkiem mogłem wybrać się na plener ślubny za granicą. Byłoby to dość proste w realizacji, gdyż młoda para nie mieszka w Polsce. Jednak bez wahania wybraliśmy Kolorowe Jeziorka. Już po kilku kadrach wiedziałem, że nie wyobrażam sobie tej pary w innej scenerii. Musicie przyznać, że na szerokim kadrze miejsce to wygląda imponująco. Gdybym miał do tych zdjęć dobrać jakąś radę dla przyszłych par młodych, to napisałbym o prostocie.
Rozpuszczone włosy, lekki welon, zwiewna sukienka, podwinięte rękawy i bose stopy – decydując się na zdjęcia w naturze warto pozwolić sobie na trochę luzu. Musicie przyznać, że przy takich zdjęciach plener ślubny za granicą, przestaje robić wrażenie. 

O kolejnych zdjęciach można powiedzieć, że to trzy fotografie z sesji narzeczeńskiej. Warto by ślubne inspiracje poruszały też ten temat, bo naprawdę warto zdecydować się na zdjęcia narzeczeńskie. O powodach, dla których warto to zrobić wspominałem już wielokrotnie. 

Zaskoczę Was jednak, gdy zdradzę, że to zdjęcia z pleneru ślubnego w górach. Pierwszą część zdjęć zrealizowaliśmy pierwszego dnia popołudniu, drugą chcieliśmy wykonać w porannej mgle. Jako, że najbardziej lubię opowiadać historie ludzi, to nie naciskałem na to, by Patrycja i Patryk drugiego dnia znów wchodzili w sztywne role pana młodego i pani młodej. Oczywiście, że te zdjęcia nie są magiczne i zachwycające, ale są tak szczere, ciepłe i prawdziwe! Moim zdaniem tu swobodna atmosfera ponownie wygrała i okazała się kluczem do wspaniałego pleneru.

Uwielbiam reportaż. Lubię prawdziwe, naturalne, proste kadry. Dlatego za każdym razem staram się budować na plenerze odpowiednią atmosferę, podkreślać, że to Wy jesteście najważniejsi i inspirujecie mnie najbardziej. Możecie więc śmiało zapomnieć zabrać z domu stosu zabawnych napisów, kolorowych balonów, trzeciego welonu na zmianę. Nie zapomnijcie dobrych humorów, bądźcie razem, bądźcie czuli i bawcie się dobrze.

Gdybyście byli ciekawi innych wpisów to zapraszam Was tu: Fotografia ślubna Kraków
Tu macie troszkę w temacie: Ważne momenty w dniu ślubu
Fotografia ślubna śląskie – czyli reportaż Dominiki i Piotrka

Sesja w Skansenie

Dziś Wam przedstawię historię Ani i Michała oraz jak wyglądała nasza sesja w skansenie. 

Już przed samymi zdjęciami wiedziałem, że to będzie udany dzień. Ich fantastyczny ślub nastrajał mnie bardzo pozytywnie. Po kilkunastu godzinach współpracy na ślubie czułem, że nadajemy na tych samych falach i że dzień sesji będzie wyjątkowy.

Oczywiście nie obyło się bez drobnych przeszkód. Michał jako fan pociągów chciał chociaż kilka zdjęć przy torach lub na jakiejś klimatycznej stacji kolejowej. Sprawdziliśmy parę miejsc, ale żadne nie było na tyle fajne, by chociaż spróbować. Podjęliśmy decyzję, że nie ma co próbować na siłę i wyruszyliśmy do głównego celu sesji, czyli do skansenu.

Pomysł na sesję ślubną był w sumie prosty. Chcieliśmy złapać chwilę, ulotne momenty, miało być prosto i zwiewnie – trochę rustykalnie. Zdecydowanie Ania i Michał bardzo dobrze czuli ten klimat. Unikali sztucznych spojrzeń i póz. Czuli się bardzo swobodnie i luźno. W efekcie zdjęcia robiły się same.

Nasza sesja w skansenie wyszła dokładnie tak jak zakładaliśmy, a dodatkowo sprzyjały nam okoliczności przyrody. Cudowne światło i wyjątkowe kwiaty dodawały sporo uroku. Skansen to świetne miejsce na zdjęcia. Jest w miarę spokojnie, dookoła ciekawe budynki, a także zadbane trawniki i piękna roślinność. Ania na sesję przywiozła swój wianek, ale szybko zorganizowała sobie też drugi – z szyszek chmielu. Będziecie go mieli okazję zobaczyć też na kilku fotografiach.

Gdy spotkaliśmy się po sesji w trakcie przekazywania albumów to nie skończyliśmy na uściskach dłoni, ale posiedzieliśmy po prostu gadając o wszystkim jeszcze z dwie godziny na kawie. Bardzo cenię tego typu współpracę. Mam nadzieję, że jeszcze będę miał kiedyś okazję spotkać się z Ania i Michałem – albo w trakcie wesela ich znajomych, albo w innych okolicznościach jeszcze raz przed obiektywem. 

Dla mnie są to bardzo inspirujące zdjęcia z sesji ślubnej. Uzyskany efekt końcowy jest bardzo klimatyczny i w moim stylu. Myślę, ze to moja bardzo dobra wizytówka. Jeśli zaciekawił Was wstęp to zapraszam na zdjęcia!

 

Suknia – projekt własny
Garnitur – Giacomo Conti
Mucha, poszetka i spinki – Matuula
Fryzjer – Marta Lizoń atelier (Kraków)
Barber – Krótkie Boki Kraków
Biżuteria – Yes, Svarowski, Jubiler Schubert
Obrączki – Zirkon
Wianek z chmielu – Ania

  • Ci co wolą pokaz slajdów mogą zajrzeć poniżej – tam 2 minuty i 3 sekundy muzyki ze zdjęciami.

  • Prawdopodobnie są też fajni scrollowania, więc zapraszam poniżej.


Gdybyście byli ciekawi innych wpisów to zapraszam Was tu: Fotografia ślubna Kraków
Tu macie troszkę w temacie: Ważne momenty w dniu ślubu
Fotografia ślubna śląskie – czyli reportaż Dominiki i Piotrka