Sesja narzeczeńska w Parku Śląskim

Dziś pokażę Wam kilka kadrów z sesji narzeczeńskiej Karoliny i Martina, które zdecydowanie utwierdzają mnie w przekonaniu, że najlepsze kadry tworzą fotografowani na nich ludzie, a nie miejsca. 

W przypadku tej sesji, można powiedzieć, że poszliśmy na łatwiznę. Zamiast wymyślnych i odległych miejsc, wybraliśmy się na popołudniowy spacer do Parku Śląskiego. Choć jako fotograf ślubny Śląsk zielony znam bardzo dobrze, to sesja narzeczeńska w Parku Śląskim nie jest częstym wyborem. Dużo ludzi, budek z przekąskami, betonowych ścieżek… ale wystarczy oddalić się trochę od głównych alejek, by znaleźć niezliczoną ilość cichych, romantycznych alejek i wpaść przypadkiem na…

… świetny mural! Bardzo lubię wykorzystywać takie street art’owe elementy do moich zdjęć. Już nie raz upamiętniałem pary na tłach z bilbordów czy pobazgranych ścianach. Tu, całkiem przypadkiem wpadliśmy na coś znacznie ciekawszego. W miejscu tym zrobiłem zdjęcie, które ukazuje cały mural z symetrycznie ustawionymi Karoliną i Martiną. Drugi kadr, to bliższy portret, w który mural posłużył jedynie jako tło. 

Kolejne dwa zdjęcia to dłonie. Na pierwszym stanowią one sedno całej fotografii, a na drugiej fantastycznie podkreślają intymność i czułość łączące Karolinę i Martina. 

Na sesji narzeczeńskiej nie może zabraknąć też luźnych spacerowych fotek. Zauważcie, że para odpuściła sobie wymyślne stroje. Jednak stonowane kolory i sportowy look świetnie do nich pasują. Zdecydowanie lubię takie proste pomysły!

Kolejne zdjęcie wykorzystuje piękne, ciepłe światło, a następne niesamowite spojrzenie Karoliny. Bardzo lubię takie ciasne portrety, na których tylko jedna osoba spogląda prosto w obiektyw i często je wykonuje w różnych wariantach. Musicie przyznać, że spojrzenie Karoliny jest hipnotyzujące. 

Zaglądając do mniej uczęszczanych zakątków Parku Śląskiego znaleźliśmy malowniczy staw. W tafli fantastycznie odbija się zieleń parku i błękit nieba. Musiałem wykorzystać to na kolejnej fotografii. 

Na zakończenie znów powrócę do dłoni. Na tej sesji trudno było ich nie eksponować. Widziałem, że Karolina i Martin mają ze sobą świetny kontakt i wszelkie gest pojawiały się same. Prawda, że ułożenie rąk, prosty gest mogą być dużo bardziej romantyczne i pełne ciepła niż niejedne pocałunki?